Wiele osób zwraca uwagę na to, że protesty odbywające się po wyroku Trybunału Konstytucyjnego są inne niż dotychczas. Dotyczy to także sfery językowej. Polskiej młodzieży, która wyszła na ulicę okazać swoją, eufemistycznie to ujmując, dezaprobatę, z pewnością nie można odmówić kreatywności językowej w tworzeniu haseł protestacyjnych. Co o tym temacie myślą językoznawcy? Czy język wytacza najcięższe działa?

To jest wojna

Język protestów oburza. Wiele osób pyta, jak można być aż tak wulgarnym? Dwa czołowe hasła „spacerów” inicjowanych przez Ogólnopolski Strajk Kobiet to: „wypierdalać” i „jebać PiS”. Faktycznie razi ich odmienność od języka używanego dotychczas przez kobiety w debacie publicznej. Ale, jak mówią same zainteresowane, „grzecznie już było”. I widocznie nie odniosło skutku. Taki język rozsadza stereotyp kobiecości, bazujący na przekonaniu, że płeć piękna jest również tą słabą. Strajkujące mówią o sobie, że są „wrażliwe nie jak kwiatek, ale jak bomba”. Dlatego „to jest wojna” i „trzeba było nas nie wkurwiać”.

Nawet mefedron ma lepszy skład niż polski rząd

Wygląda na to, że stanowiąca ogromną większość protestujących młodzież postanowiła rozbroić polityków językiem, którego oni nie znają i nie rozumieją. „Nie potrzebuję Tindera. PiS rucha mnie codziennie, „Obyś chuju wdepnął w LEGO”, „Mniej PiSu, więcej BASu”, „Jarek prasuje trawnik czajnikiem”, „Jest tak źle, że są tu nawet introwertycy”, „Kurwa, serio?”, „Kaja, cho na solo”, „Jarek, żałosny jesteś, w chuj dwulicowy, nara”. 

Znajdziemy też odniesienia do narkotyków: „Nawet mefedron ma lepszy skład niż rząd”, „Ten rząd to najgorszy bad trip mojego życia”, „PiS ma halucynacje po pieczarkach”, odwołania filmowe: „Jaki kraj, taki Voldemort”, „Nie za taki świat zginął Tony Stark” czy gamerskie: „Jak chcesz zagrać w średniowiecze, to zrzucimy ci się na Simsy”, „Jarek przestrzega zasad ruchu drogowego w GTA”. 

Młodzi wystąpili przeciwko polityce odklejonej od ich rzeczywistości, niespełniającej ich oczekiwań, nie mającej prawa istnieć w ich YOLO-memowym świecie. Chyba wszyscy zauważyliśmy, że logika młodych i ich poczucie humoru potrafią rozłożyć na łopatki. „Strach się ruchać”, „Został tylko anal”, „Polska, jedyny kraj, który zmienia czas z letniego na średniowiecze”, „PiS jest jak lotnisko w Radomiu. Na chuj to komu?”. 

Orędzie Kaczyńskiego kwitowane hasłami: „Niech ktoś mu obetnie paznokcie”, „Jarek, dość tych szaleństw! Ząbki i spać!” czy „Jarek, wstawaj, posrałeś się” dosadnie pokazuje, że metoda na zastraszenie nie zadziała. „Jebać, jebać i się nie bać”. Obrywa się też prezydentowi, pierwszej damie oraz innym politykom: „Jarek, adoptuj chore dziecko! Andrzej się nie liczy”, „Wypierdalać w ostry cień mgły”,„Agata Duda symuluje oddychanie”, „Bosak ogląda porno do końca, bo myśli, że będzie ślub”. Ogólnie „Kot może zostać. Reszta wypierdalać”.

Jak skuteczna w walce systemowej może okazać się taka broń? Dla Jarosława Kaczyńskiego, który nie umie obsługiwać Zooma, i PiS-u, który „pisze SMSy w Excelu”, ta broń może się okazać nie do odparcia. Hasło „jebać PiS” jest tykającą bombą. Zakodowane językowo nie tymczasowo, a już na stałe, wypiera „cześć” czy „nara”. Tak podstępnej broni politycznej, moim zdaniem, jeszcze nie było. Rewolucja najwyraźniej zaczyna się od języka. 

Grzecznie już było

Językoznawca prof. Adam Bednarek uważa, że posługiwanie się hasłami typu „wypierdalać” niesie ze sobą pewną istotną konsekwencję: Jest to jedno z niewielu haseł sprzeciwu społecznego, które nie ma charakteru postulatywnego. Gdy przypomnimy sobie hasła, które do tej pory pojawiały się w protestach, można zauważyć, że każde z nich dopuszczało możliwość pewnej polemiki. Przykładowo na hasło „podwyżki dla pielęgniarek” rząd mógł werbalnie zareagować, np. tłumacząc, że nie ma na to pieniędzy. Natomiast siła obecnego hasła polega na tym, że nie sposób z nim polemizować. Władza została w pewien sposób rozbrojona tym, że z emocjami i wulgarnością się nie dyskutuje. Na tym polega siła tego jednego, nieprzyzwoitego słowa – że jest to ekspresja emocji, a nie wchodzenie w dialog. (Onet.pl)

W języku uwalniają się wszystkie do tej pory tłumione emocje. Wielu ludzi odczuło ulgę, mogąc wreszcie głośno wykrzyczeć to, co do tej pory hamowali, „bo nie wypadało”. Teraz już wszystko wypada, a przykład jest często zaczerpnięty z góry: „PiS to nie ludzie. To ideologia”.

Osobną kwestią są ciosy wyprowadzone w kierunku Kościoła katolickiego: „Kuria mać”, „Gdyby ministranci zachodzili w ciążę, to aborcja byłaby sakramentem”, „Mniej księży, więcej księżniczek”, „Bóg z nami, chuj z wami”. 

Kartonowych sentencji powstało już tyle, że nawet Bareja by tego nie ogarnął.

Podmiot nie zgadza się z orzeczeniem

Nagle język polski przestał być niewidzialny. Górę nad jego funkcją komunikacyjną wzięła ta emotywna. Na transparentach pojawia się coraz więcej haseł wprost nawiązujących do tego, czego młodzi uczyli się w szkole. Literatura stała jednym z kół napędowych języka ulicy. 

„Wokulskiemu lepiej szło z Łęcką niż wam z rządzeniem”, „Jeszczem w Lubiczu nie był, jeno tu ptakiem śpieszyłem, aby wypierdolić waszmościów”. Mamy też odwołania do łacińskich sentencji: „Per aspera ad ***** ***”  czy Księgi henrykowskiej: „Jarku, daj, ać ja pobruszę, a ty wypierdalaj”.

Osobiście za najpiękniejsze językowo hasło uważam „Podmiot nie zgadza się z orzeczeniem”, ale protestujący z pewnością nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa.